Mały Książe fotografii ślubnej - wywiad z Marcinem Techmańskim

Marcin Techmański to fotograf, który od życia ciągle oczekuje więcej. Nie żąda, a prosi, choć umie też zawalczyć o swoje. W świecie dzikich zwierząt byłby wolnym ptakiem. W literaturze pewnie leżałby na trawie obok Dyzia Marzyciela. Ogromna wyobraźnia jeszcze większego artysty. Mały Książe polskiej fotografii ślubnej.

Fascynujące jest wejście w świat innych ludzi do innych grawitacji i obserwowanie. MARCIN TECHMAŃSKI

Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej

Czym dla Pana jest fotografia ślubna?

Marcin Techmański: Kiedy patrzę na jakieś zdjęcia, to muszę wiedzieć, po co to zdjęcie zostało zrobione. Dzień ślubu dzieje się w zasadzie sam – jest Para Młoda, są goście. Kluczowe dla mnie jest uczestniczenie w tym, co się wydarza. Jestem tam tylko obserwatorem i postrzegam ten dzień przez pryzmat wartości. To cała masa momentów, gestów…

Rolą fotografa jest bycie podglądaczem, czy raczej poszukiwaczem piękna?

Marcin Techmański:  Kiedy zaczynałem przygodę z fotografią ślubną w mojej głowie bardzo mocno tkwił schemat i oczekiwanie na kluczowe momenty. Budowałem sobie koncepcję – gdzie podejść, jak się ustawić. Często nawet jeździłem wcześniej w miejsca przyjęć, kościołów. Takie były moje początki. Teraz zmieniłem swoją pracę. Niczego nie planuję! Staram się uczestniczyć i obserwować. Wchodzę w ten świat, wyłączam umysł na to, co dzieje się na zewnątrz. Dziś doskonale wiem, że planowanie zupełnie nie ma sensu w moim przypadku, bo dopiero wtedy, kiedy wchodzę w daną sytuację, widzę to, co jest naprawdę piękne. Ja po prostu chcę zatrzymać chwile, które są relacją, pięknem, światłem… wszystkim. W dniu ślubu staję się maszyną (śmiech)… W tym momencie nie istnieje dla mnie nic więcej, jak tylko obserwacja danej sytuacji.

Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej

W Pana fotografii widać bardzo wyraźnie, że chwile naprawdę można zatrzymać. Czy ta Panna Młoda, która idzie, a focus ustawiony jest na jej stopy, jest w jakikolwiek sposób reżyserowana przez Pana? Jak dużo ingerencji z Pana strony jest w tworzenie tego ulotnego kadru?

M.T.: Nigdy nie ingeruję w parę. Wie Pani, co kocham? Ja kocham szukać harmonii w rzeczach przypadkowo rozrzuconych. Wiem, że najzwyklejszą rzecz (co jest piękne!) można przedstawić w taki sposób, że ona naprawdę zostanie zapamiętana. To mogą być rozrzucone buty, które odpowiednio się sfotografuje a następnie opracuje. Każdy ma swoje odczucia i interpretację, ale cały proces kadrowania i opracowania zdjęcia jest kluczowy. Podobnie w plenerze. Spacerujemy miejscami, które nam się po prostu podobają. Para Młoda idzie i mogę im wtedy zrobić zdjęcie. Czasem proszę, żeby się zatrzymali i byli ze sobą. I właściwie to wszystko. Bardzo nie lubię ingerować w ich chwile. W mojej fotografii wybrane jest oczywiście miejsce. Natomiast to, co jest między ludźmi, to ich naturalne zachowania. Ok, czasem zdarza mi się poprosić o buziaka. Zwłaszcza, kiedy światło jest za nimi i jestem w stanie złapać jakiś fajny zarys. Jeśli realizujemy spacer plenerowy w dniu ślubu, to jest to także chwila oddechu, możliwości bycia tego dnia tylko we dwoje. Idą sobie za rękę, rozmawiają, śmieją się, a za chwilę znowu wracają i wpadają w ten wir, gdzie wujkowie i ciotki zaczepiają ich na dłuższą chwilę rozmowy. I dlatego plenery w dniu ślubu są naprawdę fajne. Całą sztuką jest tak zaplanować kadr, by wiedzieć, kiedy nacisnąć spust migawki. Dobrze jest wyczuwać momenty. Ta wspomniana Panna Młoda… gdy idzie, warto wyczuć ten moment tuż przed oderwaniem stopy od ziemi, bo wtedy jest dynamika i finezja a zdjęcie staje się lekkie i naturalne… Tu gram na swoje wyczucie. Nie wyobrażam sobie mówić, gdzie i kiedy para ma iść.

Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej

Skoro jesteśmy w temacie pleneru, które są przez Pana lubiane najbardziej?

M.T.: Zdecydowanie natura. Bardzo lubię światło. Kiedyś robiłem plenery, zabierając ze sobą nawet jakąś blendą. Teraz robię nazwane przez siebie roboczo spacery plenerowe. I, gdybym mógł pokazać miejsca, w których zdarza mi się szukać kontekstu dla sesji szczególnie w dniu ślubu, to można by się było złapać za głowę, ale ja je naprawdę lubię. Kluczowym jest to, żeby doprowadzić do takiej sytuacji, by Młoda Para nie oczekiwała ode mnie wskazówki, co mają robić w danym momencie. Wiadomo, że czasem muszę im coś podpowiedzieć ale chodzi mi o to, żeby przede wszystkim pokazać tą ich bliskość. Tak naprawdę dobry plener można zrobić w 7,5 minuty na 8 metrach kwadratowych.

Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej

A czy to nie jest pobożne życzenie, by para w tak krótkim czasie, ba! w ogóle w trakcie sesji plenerowej otworzyła się i czuła się naturalnie przed obiektywem? Czy mówienie o naturalnych pozach, zachowaniach i emocjach nie jest lekko wyidealizowane? W końcu większość z Par Młodych nie jest gwiazdami telewizji, nie są modelami, by mieli świadomość tego, jak zachowywać się w trakcie sesji, by aparat ich pokochał.

M.T.: Oczywiście, że Pary Młode mają problem z wyluzowaniem się w trakcie sesji. Właściwie to tu pojawiają się dwie kwestie. Pierwsza z nich to świadomy wybór fotografa. Cieszy mnie, kiedy moje Panny Młode mówią: „ja zawsze brzydko wychodzę na zdjęciach, ale u ciebie wszystkie są piękne, to może i mi się uda”. Mówię wtedy: „oczywiście, że wyjdziesz piękna!”. To pokazuje zaufanie do fotografa. Ale druga strona jest taka, że jest wiele par, które nie chcą lub wstydzą się pokazywać swoje emocje. I ja to muszę zaakceptować. W Krakowie mamy Skałki Twardowskiego – magiczne miejsce. Ostatnio miałem tam sesję i para po prostu sobie chodziła, spacerowali, uśmiechali się nieśmiało i trzymali za ręce. W pewnym momencie poprosiłem: „no to przytulcie się! Tak po swojemu…”. No i mogłem obserwować, jak on położył swoją rękę na jej talii, jak jej lok bujał się na wietrze, że światło świetnie przenikało. I tyle… A na koniec jeszcze dadzą sobie buziaka i mamy wszystko. Naprawdę nie trzeba ich nakłaniać do nie wiadomo jakich wygibasów, bo sama ta dłoń, położona na jego ramieniu, albo splecione palce, ta talia – to naprawdę wystarczy, bo teraz tą dłoń, splecione ręce i objęcie w talii można sfotografować na wiele sposobów. Znowu należy sobie odpowiedzieć na pytanie, co ja chcę pokazać. A ja chcę pokazać ich relacje, czyli właśnie te małe gesty i detale.

Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej

Często powtarza Pan hasła: moje poczucie piękna, poszukiwanie piękna… Czym dla Pana jest Piękno?

M.T.: Piękno to jest proza życia obserwowana z zewnątrz. Czasem, gdy nie ma publiki, gdy nikt nie patrzy, dostrzegam gesty, zbliżenie, subtelne dotknięcie między Młodą Parą. Uczucie, relacja, poczucie bliskości, radość i przekazywanie tej radości. To komunikacja między ludźmi. To naprawdę piękna rzecz. W trakcie życzeń widzę taką starą dłoń ojca, który dotyka delikatnego ramienia Panny Młodej… Albo mama, która ociera łzę wzruszenia. No nie sposób nie mieć takiego zdjęcia! To też światło wpadające przez witraże. To są wartości, które dla mnie są niesamowicie ważne. To relacja z drugim człowiekiem, pomoc, szukanie tego, co buduje i tworzy. Wydaje mi się, że fotografia to jest obraz fotografa. Tu naprawdę można mnóstwo powiedzieć o autorze zdjęć. Dynamika, światło, kadr – to cała masa informacji o osobowości fotografa! Moja fotografia to ja. To wyraz mojego postrzegania świata. Żeby nacisnąć spust migawki, muszę czuć, że coś mnie porusza i otwiera. W sumie to piękno, to proza życia, ale nie w pojedynkę, ale z drugim człowiekiem. Kluczowe jest odpowiednie skomponowanie tego, co właśnie wydarza się między ludźmi. Dla mnie to największy ciężar gatunkowy w fotografii ślubnej.

Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej

Co oznacza postrzeganie piękna przez fotografa?

M.T.: Nie każdy lubi pisać wiersze i nie każdy potrafi. Chodzi o to, że jeśli dla kogoś zdjęcia są naprawdę ważne, to kluczowy jest wybór odpowiedniego fotografa. W dniu ślubu dzieją się rzeczy piękne, ale trzeba potrafić je dostrzec. Warto mieć przy sobie fotografa, którego fascynuje to, co się wokół niego dzieje. Fotograf nie może sobie cykać. Powinien widzieć to, co jest piękne i to właśnie fotografować.

Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej

Kiedy mówi Pan o wchodzeniu w nowe miejsca i poznawaniu ich w dniu reportażu, szedł Pan w stronę poznawania per se. To już nie tylko poznawanie piękna, ale również ciekawość świata. Jak to wpływa na Pana jako fotografa?

M.T.: Tak, tutaj mocno pojawia się moja ciekawość ludzi i świata. Z wykształcenia jestem socjologiem i pewnie ma to niemały wpływ na ciekawość i chęć rozumienia tego, co widzę. Ale i tak największą przyjemnością jest dla mnie obserwowanie ludzi w ich świecie i chęć pokazania im, jak jest piękny. To właśnie gesty w ukryciu, nie robione pod publikę i w obliczu publiki, mówią o prawdziwej relacji. O czymś, co jest prawdziwe.

Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej

Czy w fotografii ślubnej jest miejsce na ocenę?

M.T.: Kiedyś się trochę tego bałem. Przeglądałem portfolio różnych fotografów, moich ulubionych – naprawdę świetnych! Tych, z którymi zaczynałem. Uczyłem się na nich i analizowałem. Najczęściej zastanawiałem się, jak zrobić zdjęcie, z którego oni byliby zadowoleni. Od 2 lat naprawdę robię to, co ja uważam za piękne. A najbardziej cieszy mnie to, że coraz więcej trafia do mnie par, które również podzielają moje poczucie estetyki i smaku. Moi klienci nie oczekują ode mnie powtarzalności. Nie chcą mieć takich kadrów, które gdzieś widzieli. Mamy podobne poczucie stylu, a ja dzięki temu czuję się wolnym człowiekiem – mogę poszukiwać.

Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej

Oddając w ręce klientów gotowy reportaż, nie ma Pan nutki niepewności, co powie klient?

M.T.: Na szczęście nie. Od jakiegoś czasu po prostu sobie ufam. W pewnym sensie jestem perfekcjonistą i dlatego moja para nigdy nie zobaczy zdjęcia, które w moim odczuciu może być nieudane. Oni muszą zobaczyć piękno tego czasu. Oczywiście w dniu ślubu robi się mnóstwo zdjęć i każda galeria przechodzi mocną selekcję. Zmierzam jednak do tego, że to moje zaufanie do samego siebie, nie w 100, ale na pewno w 90%, pozwala mi twierdzić, że moje postrzeganie piękna odpowiada temu, czego oczekują ode mnie moje pary.

Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej

W informacjach, które można znaleźć o Panu i Pana fotografii, a także w naszej rozmowie, często można spotkać słowo: więcej. Czego więcej Pan poszukuje, w którą stronę idzie Pan jako człowiek i fotograf? Gdzie jest więcej piękna?

M.T.: Więcej zamieniłbym na bliżej. I nie chodzi mi tutaj o odległość od tego, co fotografuję. Mam na myśli to, że jestem bliżej pewnej idei – czegoś, co ważne. Jeśli widzę, jak ukradkiem Panna Młoda dotyka ręki swojego nowo poślubionego męża, to wiem, że jestem bliżej. Gdy widzę, jak Panna Młoda czeka z niepewnością na moment i reakcję Pana Młodego, gdy pierwszy raz tego dnia ją zobaczy, to wtedy jestem bliżej.Tak, to jest właśnie to.

Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej
Marcin Techmański, widzisz i czujesz więcej

Jeśli zdjęcia to obraz i charakterystyka fotografa jako autora, kim jest Marcin Techmański?

Marcin Techmański: Hmm… Smakoszem otaczającego świata. Jeśli z czegoś korzystam, z czymś chcę mieć styczność, to chciałbym, by mnie to przerastało, bym mógł czerpać i ciągle się rozwijać.  W prozie życia dopieszczam to, co już odnalazłem, jak np. moje codzienne espresso z LaPavoni. Wyszukuję muzykę, która dotyka piękna, jest czysta i prosta. Jeśli wybieramy fotografa, na zdjęciach powinniśmy szukać osoby, która wierzy w to, co robi. Dlatego na mojej stronie można przeczytać “Wasz świat moimi oczami”. To właśnie tak wygląda. Dlatego tak ważnym jest, komu dajemy szansę wejść do tego świata.

Inne spojrzenie na fotografię ślubną znajdzie tu:

Szczęście to umiejętność, czyli kreatywne reportaże ślubne okiem Ajem Stories

Chwila oddechu – sesja poślubna oczami The Bicycle Pictures

Artyzm czy rzemiosło – na czym polega dzisiejsza fotografia ślubna według Święty Photography

Skontaktuj się z firmą, o której mowa w tym artykule.

Skomentuj artykuł

Jesienna sesja ślubna, czyli korowód barw w albumie ślubnym
Jesienna sesja ślubna, czyli korowód barw w albumie ślubnym
Jesień to pora roku pełna barw i kolorów, które otaczają nas swoim pięknem i ciepłem przenikającym przez szumiące gałęzie drzew. To doskonały czas na plenerową sesję zdjęciową.
Najlepszy fotograf ślubny w Katowicach: ranking TOP!
Najlepszy fotograf ślubny w Katowicach: ranking TOP!
Najlepszy fotograf ślubny w Katowicach: poznaj wybór Zankyou i zaplanuj wymarzone wesele!
Jak wybrać fotografa ślubnego? 5 kroków do wyboru idealnego fotografa!
Jak wybrać fotografa ślubnego? 5 kroków do wyboru idealnego fotografa!
Fotografowie są niezwykle ważni podczas ślubów, ze względu na to, że to oni są odpowiedzialni za uchwycenie tego pięknego dnia i przemienie go w wizualne dzieło sztuki. Dzięki nim wspomnienia pozostaną z Wami oraz Waszymi bliskimi na długie lata.

Stwórz za darmo, za pomocą dwóch kliknięć, najpiękniejszą stronę na swój ślub.

100% dostosowanie do Twoich potrzeb Zobacz więcej projektów >

Pracujesz w branży ślubnej?
Jeśli masz firmę lub jesteś profesjonalistą z branży ślubnej, Zankyou oferuje Ci możliwość umieszczenia reklamy swoich usług na naszej stronie internetowej dla tysięcy Par Młodych organizujących swój ślub w 23 krajach. Więcej informacji