Kult różowej garsonki i luksusowe wesela – wywiad z Anną Piwońską i Kamilą Kenig z Agencji Perfect Day Wedding Planners

Kult różowej garsonki i luksusowe wesela – wywiad z Anną Piwońską i Kamilą Kenig z Agencji Perfect Day Wedding Planners

Perfect Day to agencja, która bezapelacyjnie udowadnia nam w każdym sezonie, że stworzona jest do zadań specjalnych, jakimi są ekskluzywne przyjęcia weselne. Wszystko dopracowane w najmniejszym szczególe i piorunujący efekt, który onieśmiela bogactwem programu i dekoracji. Czy zawsze tak było? O początkach i rozwoju agencji rozmawiamy z Anną Piwońską i Kamilą Kenig z Agencji Perfect Day Wedding Planners.

Kult różowej garsonki i luksusowe wesela – wywiad z Anną Piwońską i Kamilą Kenig z Agencji Perfect Day Wedding Planners
  • Planowanie ślubu
  • Wywiad
  • Sponsored

Zawód wedding plannera najczęściej kojarzony jest z osobami, które pasję do organizacji ślubów odkryły w trakcie planowania swojego wesela. Czy Panie wpisują się w ten schemat?

Anna Piwońska: Po urodzeniu naszych dzieci groził nam powrót do korporacji. Kamila przyszła do mnie z propozycją, żebyśmy założyły agencję ślubną, która będzie kompleksowo zajmowała się organizacją ślubów. Ten pomysł wydawał mi się zupełnie nierealny, ale później przemyślałam sobie to wszystko i stwierdziłam, że to może się udać. Dość szybko zaczęłyśmy plan wcielać w życie, startując z pisaniem strony internetowej. Zajmowało nam to niesamowicie dużo czasu, bo w Polsce było bardzo mało materiałów na ten temat.

zapiszFoto: Krzysztof Tkacz
Foto: Krzysztof Tkacz

Sam pomysł na agencję zrodził się przypadkowo i z konieczności szukania zajęcia po urlopie macierzyńskim?

Kamila Kenig: Faktycznie, nie było tak, że któregoś dnia się obudziłam i pomyślałam, że zostanę wedding plannerką. Wcześniej pracowałam w Hotelu Sheraton w dziale sprzedaży bankietów i z ramienia hotelu zajmowaliśmy się cateringiem dla Młodej Pary, która organizowała swój ślub na Zamku w Malborku. Tym weselem opiekowała się agencja zagraniczna. Wtedy chyba pierwszy raz usłyszałam o agencji wedding plannerskiej. Sama idea wydała mi się tak świetna, że pomyślałam, że może przyjdzie taki moment, kiedy sama będę mogła się tym zająć. No i ten moment przyszedł ponad 10 lat temu, kiedy zarówno ja jak i Ania byłyśmy w ciąży i naturalnym było wyłączenie się na jakiś czas z korporacji. Wtedy ta idea założenia własnej agencji weddingowej zaczęła kiełkować, a nawet nabierać kolorytu.

zapiszPerfect Day Wedding Planners
Perfect Day Wedding Planners

Nie chcesz przegapić najnowszych newsów o trendach ślubnych?

Zapisz się do naszego newslettera

Jak wyglądały początki pracy z klientem? Ciężko mi uwierzyć, że w Polsce, kraju, w którym mamy głęboko zakorzenioną tradycję, mama, teściowa i cała reszta rodziny chętnie oddawała Paniom palmę pierwszeństwa w nadawaniu kształtu wesela ich dzieci.

Anna: Miałyśmy trochę szczęścia, ale włożyłyśmy też mnóstwo pracy. Po otwarciu agencji i założeniu strony internetowej, nie miałyśmy dużego problemu ze znalezieniem klientów. Było sporo chętnych. Ale pierwsze rozmowy były przez nas mocno psute. Nie miałyśmy doświadczenia, nie miałyśmy skąd czerpać wiedzy. Wtedy też nie było szkoleń, których dziś jest bez liku. Wszystkiego uczyłyśmy się same i na własnych błędach. Mimo to po każdym takim spotkaniu siadałyśmy, spisywałyśmy nasze uwagi i wyciągałyśmy wnioski. Taką metodą samodoskonalenia się, doszłyśmy do momentu, kiedy udało nam się znaleźć klienta, który podpisał z nami umowę. I tego klienta pamiętamy bardzo dobrze, a kontakt z nim utrzymujemy do dzisiaj.

Kamila: Ten czas był bardzo trudny. Faktycznie w Polsce niewiele było takich agencji jak nasza. To, co było najtrudniejsze to świadomość klienta, która była z naszej strony znikoma. Zaskoczeniem dla nas było to, że tak szybko zaczęli się do nas zgłaszać chętni, ale widziałyśmy, że ten klient nie do końca rozumie, z czym wiąże się nasz zawód. Bardzo często naszą pracę widziano jako kompleksową, czyli w cenę naszych usług wpisywano na przykład koszt kwiatów. Zbudowanie tej świadomości, to była żmudna praca wszystkich wedding plannerów. Bo tego klienta naprawdę nie trzeba mocno szukać, ale dużo łatwiej jest też przekonać go do swoich usług, bo dziś jest dużo bardziej świadomy.

zapiszPerfect Day Wedding Planners
Perfect Day Wedding Planners

Jak wyglądała ta pierwsza rozmowa z klientem?

Kamila: Może warto zacząć od tego, że nam się wydawało, że my naprawdę nieco wiemy, bo przecież na swoim koncie miałyśmy już organizację własnych ślubów. Faktycznie te pierwsze rozmowy były totalną klapą. Na pierwszym spotkaniu było nam tak potwornie głupio, że najchętniej byśmy po prostu wyszły lub schowały się pod stół.

Anna: Pamiętam, że padło pytanie o organizację ślubu cywilnego w plenerze. 11 lat temu to wcale nie było takie proste. My, niedoświadczone, zaczęłyśmy kluczyć, coś opowiadać, tworzyć jakąś niestworzoną historię. Sama się dziwię, że ten klient doczekał do końca naszego spotkania. Oczywiście nas nie wziął i słusznie, bo po tej rozmowie sama bym nas nie wzięła. To było dla nas bardzo przejmujące przeżycie.

Kamila: Ale dlaczego przejmujące? Bo ono nam ujawniło nasze braki i niewiedzę! I po takich kilku spotkaniach, kiedy dowiedziałyśmy się, co dla klienta jest ważne, jakie ma priorytety, odbyłyśmy spotkanie, które zaowocowało podpisaniem umowy. Ta pierwsza para, która zdecydowała się na nasze kompleksowe usługi, była parą polsko-holenderską. To byli ludzie, którzy marzyli o weselu na Mazurach. A że nasi mężowie pochodzą z Mazur, to miałyśmy też większą świadomość, o czym mówimy i oczywiście roztaczałyśmy wizję. Udało nam się ich przekonać. Oni już chyba na tym pierwszym spotkaniu powiedzieli, że są zdecydowani na naszą agencję i chcą podpisać umowę.

Anna: Co dla nas było ogromnym szokiem. Ciśnienie: 200.

zapiszFoto: 5czwartych
Foto: 5czwartych

Kamila: To była dla nas taka prawdziwa szkoła. Właściwie my się na nich uczyłyśmy, jak wedding planner powinien się zachowywać. I teraz już nie było teorii, ale musiałyśmy działać praktycznie. Przed każdym spotkaniem wysyłałyśmy smsa z przypomnieniem klientowi. Nasza klientka była w ciężkim szoku, że nie tylko my ją umawiamy na te spotkania, ale jeszcze jej o nich przypominamy. Dzisiaj to już codzienność i norma, ale te 10 lat temu to była bardzo mozolna praca. Dbałyśmy o tego naszego klienta, dmuchałyśmy, chuchałyśmy. Z perspektywy czasu cieszę się, że na początku mogłybyśmy skupić się na jednej Parze Młodej. Dzięki temu przekonałyśmy się, jak idealnie się nią zająć.

Anna: A pamiętasz, jak Panna Młoda zamarzyła sobie melona galia? Same jeździłyśmy po okolicznych bazarkach. A dekoracje kosztowały w sumie 3500zł.

Kamila: Niemożliwe! (śmiech)

Anna: Tak było. Pamiętam, że robiła je lokalna florystka.

Kamila: Oj tak… Panna Młoda, Pani Justyna, była też niesamowitą perfekcjonistką. I to też było bardzo fajne, bo jej duże oczekiwania od razu wyrobiły w nas dobre nawyki do współpracy z klientem.

Anna: To też było bardzo udane wesele z poprawinami. Goście z Holandii były zachwyceni.

Kamila: Tak! Ale byli też oczarowani polską gościnnością. Justyna opowiadała nam później, że fama tego wesela ciągnęła się przez kilka lat. I nie zabrakło tam tradycyjnych elementów: był prosiak z kaszą gryczaną, poprawiny pod wiatą z Djem. Z jednej strony było elegancko, z drugiej nieco przaśnie. No i robiłyśmy rzeczy, których dzisiaj już nie robimy. Jeździłyśmy do pobliskiej hurtowni w Kętrzynie, żeby przywieźć dwa kegi piwa. Później się okazało, że nie pasowały do nalewaka, więc z powrotem jechałyśmy do tej hurtowni, żeby kegi wymienić. Przy tych dzisiejszych weselach wiemy, że nie dałybyśmy rady same jeździć i dźwigać trzydziestokilogramowych beczek. I to nie jest kwestia chęci, ale najzwyczajniej braku czasu. Ale przy tym naszym pierwszym weselu też nie było żadnych wpadek…

Anna: Nie? (śmiech)

Kamila: Nie, poza gołębiami, które uciekły nam pod kościołem i już nie było, co wypuszczać. (śmiech)

Anna: Tak. To były czasy, kiedy gołębie były szalenie modne. I one sobie siedziały wygodnie w samochodzie, bo przecież nie przyszło nam do głowy, żeby zamówić pana z gołębiami.

Kamila: Umówmy się, wtedy nawet nie było pana z gołębiami na wesele. Trzeba było na tych dzikich Mazurach szukać gołębiarza z gołębiami pocztowymi, które potrafią wracać. Znalazłyśmy takiego, który nam te gołębie wypożyczył. Dał nam je w pudełku po butach. Udekorowałyśmy je ładnie i wyobrażałyśmy sobie, że w momencie wyjścia Pary Młodej z kościoła podamy to pudełeczko, Młodzi je otworzą, a gołębie wyfruną. Nie przewidziałyśmy tylko, że gołębie same sobie otworzą wieczko i wyfruną w nieodpowiednim momencie.

zapiszFoto: Julia Molner
Foto: Julia Molner

Jak daleką drogę przebyłyście Panie od momentu tego pierwszego wesela do dzisiejszych ekskluzywnych uroczystości?

Anna: Wszystko to przebiegało organicznie. Z każdym rokiem uczyłyśmy się nowych rzeczy i nabierałyśmy nowych doświadczeń. Przełomem było chyba wesele, które organizowałyśmy na wyspie pod namiotem na prywatnej posesji. Para Młoda postanowiła, że wesele będzie w ich posiadłości. To było ogromne wyzwanie.

Kamila: To było dla nas ogromne wyzwanie. Wcześniej nie robiłyśmy wesel, na których nie było zupełnie żadnego zaplecza i wszystko trzeba było zamówić z zewnątrz.

Anna: Odbyłyśmy wiele spotkań z Parą Młodą, z podwykonawcami, żeby wszystko przygotować tak, jak być powinno. Podczas tego wesela był też bardzo bogaty program artystyczny. Dzięki temu przyjęciu przeskoczyłyśmy pewien próg, dzięki któremu zdałyśmy sobie sprawę, że możemy robić dużo bardziej skomplikowane projekty. I faktycznie po nim zaczęło się pojawiać coraz więcej przyjęć trudniejszych. Ostatnio nawet organizowałyśmy wesele ze ślubem ekumenicznym nad morzem, gdzie Para Młoda i jej rodzina postawiła przed nami ogromne wymagania. Przede wszystkim musiałyśmy połączyć ślub w obrządku żydowskim z katolickim. Merytorycznie też musiałyśmy się bardzo przygotować. To było duże wesele. Później logistyka, bo każdy z trzech dni był w innym miejscu. Goście z zagranicy, więc i program w różnych językach. Naprawdę to było dla nas duże wyzwanie i kosztowało nas bardzo dużo pracy, a nie spałyśmy wtedy chyba 36 godzin. To już jest taki czas, kiedy człowiek zaczyna bredzić. Ja przynajmniej tak miałam (śmiech). Ale się udało i dla nas to znowu było przeskoczenie kolejnego poziomu.

zapiszFoto: Krzysztof Tkacz
Foto: Krzysztof Tkacz

Czy przez te lata Wasze podejście do usług Perfect Day się zmieniło?

Anna: Tak. Dzisiaj nie chcemy robić dużo wesel, ale lubimy naprawdę skomplikowane projekty. I chyba nie będzie to przesadą, jeśli powiem, że dziś nie boimy się już żadnego projektu ślubnego, bo wiemy, że jesteśmy w stanie sprostać nawet najbardziej odjechanym pomysłom Par Młodych.

Kamila: Myślę, że jeśli ma się przed sobą skomplikowany projekt, to albo człowiek się poddaje, albo ostatkiem sił i tchu, ale daje radę. Jednak dać radę, to dla mnie znaczy dać z siebie wszystko i poświęcić się w pełni, a dzięki temu można naprawdę piąć się do góry. Wydaje mi się jednak, że w tym naszym rozwoju jest duży pierwiastek osobisty. My nie pompujemy sztucznie tego, co proponujemy klientom. Na co dzień żadna z nas nie chodzi w glanach, a tylko na wesela zakładamy szpilki i organizujemy ekskluzywne przyjęcia. Lubimy w życiu wszystko dopracować w najdrobniejszych szczegółach. Ważne jest jednak to, że luksus nie musi ociekać złotem, bo może być to wesele w stylu boho.

A co dla Pań jest luksusem?

Kamila: Dla nas luksus to dopracowanie i przemyślenie wszystkiego w najmniejszym detalu. My to po prostu lubimy. Inną sprawą jest też to, że w branży pojawiają się coraz młodsze osoby, które chcą się zajmować organizacją wesel. Gdybyśmy nie podejmowały się coraz to nowych projektów, to albo byśmy osiadły na laurach, albo musiałybyśmy zrezygnować z tego zawodu, bo nie dawałby nam satysfakcji. Tak chyba jest w każdym zawodzie – im dalej w las, tym więcej drzew. Nas to nakręca do działania.

Anna: Kiedyś nawet między sobą rozmawiałyśmy, że właściwie nie znany jest nam inny zawód, który w tak wielu dziedzinach wymagałby rozwoju osobistego. My musimy się znać na gastronomii, na sztuce. Miałyśmy już wesele z motywem przewodnim Igora Strawińskiego Wesele, gdzie występowali tancerze baletowi z Teatru Wielkiego, a dekoracje były robione w stylu Marca Chagalla. Wymaga to naprawdę wszechstronnego rozwoju. Musimy się znać na muzyce, ale i na prądzie, fizyce i matematyce. Ja wiem, że matematyka jest królową wszystkich nauk, a w naszym zawodzie to się naprawdę sprawdza.

Kamila: Zdarzało nam się wyliczać z Cotangensa na jakiej wysokości możemy powiesić kratę w namiocie, tak, by dowiedzieć się, w którym momencie może stykać się krata z sufitem. To są rzeczy, które można robić metodą prób i błędów, ale…

Anna: …. Lepiej usiąść i policzyć, żeby ułatwić sobie pracę.

Kamila: No i żeby nie uczyć się na kliencie. Choć z drugiej strony nie ma wesela, na którym byśmy się czegoś nowego nie nauczyły.

zapiszPerfect Day Wedding Planners
Perfect Day Wedding Planners

Skoro już mowa o poszerzaniu wiedzy. Zdarza się Paniom czytać nowości na temat branży ślubnej?

Anna: Nie, interesujemy się filmem i sztuką. Niektóre rzeczy wdrażamy inspirując się właśnie filmem.

Kamila: Wedding planner musi być trendsetterem. Staramy się nie inspirować artykułami ślubnymi, tylko naszym życiem i zainteresowaniami. Jeśli ktoś faktycznie interesuje się sztuką, będzie mu dużo łatwiej budować ciekawe przyjęcia, bo sztuka sama w sobie jest bardzo rozwijająca. A z drugiej strony w tym zawodzie fascynujące jest to, jak wiele osób może próbować wykonywać ten zawód właśnie przez swoje różne zainteresowania. Nie ma dziedziny, której tutaj by się nie wykorzystało.

Anna: Oj tak…  język polski (trzeba dużo pisać z wykorzystywaniem różnego słownictwa), języki obce, plastyka – nierzadko rysujemy naszą wizję pewnych projektów z lepszym lub gorszym skutkiem…

Kamila: … u mnie zdecydowanie z gorszym. (śmiech)

Anna: Ale czasem trzeba przedstawić podwykonawcom rysunek, który ułatwi im pracę i wizualizację danego zadania. Tu trzeba być na pewno bardzo kreatywnym, ale też skrupulatnym. Mieć wyczucie stylu i smaku, ale często znać również etykietę, bo klient naprawdę bywa różny. To konieczność stałego rozwoju, a przez to praca jest naprawdę bardzo ciekawa.

zapiszPerfect Day Wedding Planners
Perfect Day Wedding Planners

A kiedy postanowiłyście się otworzyć na młodych adeptów tego zawodu? Kiedy zrodził się pomysł Akademii Perfect Day?

Kamila: Wydaje mi się, że ten pomysł pojawił się, kiedy miałyśmy na swoim koncie już kilka naprawdę skomplikowanych projektów. Miałyśmy wiedzę podyktowaną praktyką i wiedziałyśmy, że możemy coś dobrego przekazać tym młodym osobom. Doskonale pamiętamy, jak my zaczynałyśmy i zależy nam na tym, żeby ta branża się profesjonalizowała. Źle wpływa na opinię o naszym zawodzie, jeśli klienci na swojej drodze napotykają wedding plannerów bez jakiegokolwiek doświadczenia i wiedzy. To się na nas odbija rykoszetem. Choć ta branża ciągle się rozwija, to w porównaniu do krajów zachodnich, nas jest naprawdę niewielu. W związku z tym ta zła fama roznosi się bardzo szybko. Bardzo chcemy, żeby dzięki naszym szkoleniom wszyscy Ci, którzy chcą wejść do zawodu, dostali odpowiednią wiedzę na start.

Anna: Nasze szkolenia też ewoluowały i ciągle wprowadzamy zmiany do programu. Na początku szkolenia trwał dwa dni. Później stwierdziłyśmy, że materiału jest za dużo, żeby przekazać naszym kursantom wszystko. Wydłużyłyśmy do 2,5 dnia. Za chwilę były to już 3 dni. Obecnie mamy 4-dniowe szkolenie. Stwierdziłyśmy, że jeśli ktoś się decyduje na nasze szkolenie, to my musimy przekazać naszą wiedzę najlepiej jak potrafimy i poruszać wiele wątków. A przede wszystkim nie odpuszczać i bardzo szczegółowo podchodzić do tematu. W naszym odczuciu każdy może zorganizować wesele, ale dobrze zorganizowane wesele musi być już odpowiednio zaplanowane i skupiamy na tym uwagę uczestników naszych szkoleń. Dla nas ważne jest to, żeby goście międzynarodowi kartę menu mieli w swoim ojczystym języku. To są naprawdę często drobne rzeczy, ale to one stanowią całość tego wydarzenia. Cały czas rozszerzamy nasze szkolenia, podobnie jak wprowadzamy zmiany do podręcznika, który napisałyśmy dla naszych kursantów.

zapiszPerfect Day Wedding Planners
Perfect Day Wedding Planners

Tego podręcznika nie ma w księgarniach. Dziś jednak mamy taki widoczny trend na pisanie książek o branży ślubnej, a autorami takowych nie zawsze są wedding plannerzy. Czy nie myślałyście Panie o tym, by wydać swoją książkę?

Anna: A myśli Pani, że ktoś by ją czytał? (śmiech)

Ja bym przeczytała… Staram się śledzić branżowe publikacje książkowe, więc Pań książki byłabym tym bardziej ciekawa.

Kamila: Miałyśmy propozycję napisania takiej książki. Co jest przeszkodą? Tak jak wesela, tak wszystko, co wychodzi spod naszych rąk, musiałoby być bardzo dobre merytorycznie. I niestety mamy problem z czasem. Mamy bardzo wymagających klientów i to im w głównej mierze musimy nasz czas poświęcić. Trudno by dziś było w tym krótkim czasie wolnym (choć ostatnio nie ma go wcale), napisać jeszcze dobrą, jakościową książkę. Dla nas jest to karkołomne zadanie, a nie chcemy robić czegoś pobieżnie. Czasami też przeglądamy pozycje branżowe, nie zawsze są to książki. Mam poczucie, że niektóre z nich są pisane tylko po to, by autor zaistniał. A my nie chcemy robić czegoś tylko dla PRu, ale jeśli miałybyśmy coś zrobić, to musiałoby być to zrobione perfekcyjnie. Boję się, że gdybyśmy miały cokolwiek napisać, to podobnie jak w przypadku szkoleń, cały czas chciałybyśmy coś poprawiać, żeby podzielić się wiedzą jak najszerzej.

Taka Biblia Wedding Plannera?

Kamila: Tak, może właśnie Biblia Wedding Plannera, ale jest wiele czynników, które nas przed tym hamują. Ta książka musiałaby być bardzo wnikliwa, a przy tym uniwersalna.

Anna: Albo ta książka będzie super, albo nigdy jej nie będzie.

zapiszPerfect Day Wedding Planners
Perfect Day Wedding Planners

Widzicie dualizm w rozwoju branży? Mam wrażenie, że dziś w branży są dwa kierunki rozwoju agencji. Z jednej strony kult różowej garsonki w szpilkach, a z drugiej – dziewczyna z sąsiedztwa w trampkach.

Kamila: Chcąc, nie chcąc, z upływem czasu jako wedding planner, każdy zaczyna rozumieć, że klient poniekąd oczekuje takiego „ładnego obrazka”. Wedding planner w jeansach i trampkach występuje. Natomiast w naszym odczuciu praca przy tak ważnym wydarzeniu, jakim jest ślub i wesele, wymaga pewnej etykiety, nie tylko w zachowaniu, ale i w ubiorze. Ja z szacunku dla klienta, nie założę jeansów i trampek, bo mam wrażenie, że mogę być postrzegana jako osoba zbyt swobodnie podchodząca do swoich obowiązków. Nasz ubiór jest poniekąd wypadkową tego, jak nasi klienci chcą nas postrzegać, jako osoby, którym oddają zorganizowanie najpiękniejszego dnia w ich życiu. I to nie jest kwestia stylu wesela, bo i boho, i glamour, klasyczne czy rustykalne – wszystkie wymagają konsekwencji. Ale z drugiej strony strój nie jest wyznacznikiem tego, jakie kto organizuje wesele. Nam kiedyś powiedziała klientka, że ona wierzy, że będzie to wesele udane, bo ona widzi nasz szacunek do niej i jej dnia ślubu nawet przez pryzmat naszego wyglądu w czasie spotkań. A zawsze staramy się być przygotowane. Wiadomo, że wygodniej byłoby nam wyjść z domu w stroju sportowym i bez makijażu. Wydaje nam się jednak, że ten klient wymusza na nas jednak tę odpowiednią otoczkę. Ślub i wesele mają być piękne i harmonijne. Dlatego ta harmonia powinna być również widoczna w nas samych podczas spotkań z klientem. Co nie oznacza, że osoby, które ubierają się inaczej, popełniają jakikolwiek błąd. My możemy mówić tylko o naszym podejściu.

Anna: Chociaż zauważyłyśmy, że coraz częściej idzie się w kierunku takiej swobody wizualnej i dress codu.

Kamila: Ale z drugiej strony, wedding planner jako zawód poniekąd artystyczny, daje dużą możliwość wyrażania swojej osobowości poprzez strój. Pytanie tylko, czy bardzo swobodny strój będzie odpowiadał klientowi. Jeśli tak, to nikt nie powinien mieć problemu z nieco bardziej sportowym ubiorem. Nasze doświadczenie pokazuje jednak, że nasi klienci nie czuliby się komfortowo, gdybyśmy pozwoliły sobie na pełną swobodę naszego wyglądu. A to znowu udowadnia, że klienci są różni i każdy z nich dokonuje wyboru, którego wedding plannera poszukuje – tego w trampkach czy szpilkach.

Czy dziś, mając ugruntowaną pozycję na rynku jako Perfect Day Wedding Planners i Akademia Perfect Day macie Panie kolejne pomysły na dalsze kroki w rozwoju swojej działalności?

Anna Piwońska: Oczywiście, że mamy i sądzę, że niedługo ujrzą światło dzienne…

Kamila Kenig: … ale dopóki nie dopracujemy ich w najmniejszym detalu, nie możemy o nich mówić. Powiemy dopiero, jak wszystko zostanie perfekcyjnie zaplanowane.

Inne inspirujące artykuły o planowaniu wesela znajdziecie tu:

Luxury wedding, czyli ekskluzywne przyjęcie weselne na najwyższym poziomie

Ślub i co dalej? Wyjątkowy kurs dla wedding plennera

Portret Pary Młodej 2018 okiem Polskiego Stowarzyszenia Konsultantów Ślubnych

Skontaktuj się z firmą, o której mowa w tym artykule.

Perfect Day Wedding Planners Konsultanci ślubni