X

Fotoreportaż oraz relacja Panny Młodej z włoskiego ślubu. Wyjątkowy i olśniewający!

Gdyby jeszcze pare lat temu ktoś powiedział nam, że weźmiemy ślub we Włoszech (Ba! Że w ogóle weźmiemy ślub!) to równie prawdopodobny wydałby nam się scenariusz ze ślubem na Marsie. Pod wodą. No ale zacznijmy od początku.

Sławomir Gubała
Sławomir Gubała

Poznaliśmy się w pracy i początkowo nic nie zwiastowało zbliżającej się rewolucji. Od pierwszego spotkania do „pierwszej randki”, która swoją drogą do tej pory jest kwestią sporną, minęło ok 1,5 roku wysłuchiwania wszechobecnych swatów jak to do siebie pasujemy i gdzie my mamy oczy. W końcu jednak moje słabe punkty zostały wykorzystane i tak przy winylowej Niepewności Marka Grechuty nasze losy zaczęły nabierać rumieńców. Dalej były wspólne zakupy w Ikei (tu faworyt na pierwszą randkę Michała) ale był też koncert w przepełnionej studentami filharmonii Wrocławskiej i długi spacer przy Odrze.. Uczucie rosło wraz z czasem, przegadanymi godzinami, przespacerowanymi kilometrami, dziesiątkami maili, paroma winylami, koncertami i tym ciągłym szeptem w uchu „ten facet to jakiś dinozaur”. A więc ku pokrzepieniu serc: porządni faceci nie wyginęli, a ze strefy friendzone da się uciec!

Sławomir Gubała
Sławomir Gubała

Mijały nam tak wspólne miesiące, a każdy kolejny utwierdzał nas jedynie w przekonaniu że TO JEST TO. Wreszcie na fali wzajemnej fascynacji i nieustającego (do tej pory zresztą) szoku, jak prawdziwym okazać się może mit o bratnich duszach, Michał padł na kolana, a ja razem z nim. Było po tysiąckroć TAK! Był też płacz, śmiech i islandzki pył wulkaniczny w zębach. Emocje opadły i nadszedł czas decyzji. Bo jak zorganizować taki ślub aby nie zatracić zupełnie siebie, a przy okazji uradować najbliższych? Do tego wszystkiego dochodzi ciężki temat finansów, kłopotliwa lista gości, a na domiar złego całość komplikuje nasz pobyt za granicą i organizacyjne problemy z tym związane. Pewnik był jeden – nie damy się zwariować i zorganizujemy taki ślub który będzie spełnieniem naszych marzeń, a nie cudzych oczekiwań. Po przebrnięciu przez oglądanie okolicznych sal, zabójczych cen i wszechobecnego kiczu wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo. I wtedy, przeczesując internet w poszukiwaniu ślubnych inspiracji, trafiliśmy na relacje ze ślubu za granicą. Czy to możliwe? Szybka kalkulacja – liczba gości, transport, nocleg. Voilà – znaleźliśmy rozwiązanie naszych wszelkich rozterek. Pozostała kwestia formalności. Jako, że oboje jesteśmy kompletnie zieloni w temacie ślubów, na dodatek za granicą, przeszperaliśmy internet w poszukiwaniu profesjonalistów którzy mogliby nam w całym przedśięwzięciu pomóc. Wspólnie wybraliśmy najbardziej doświaczoną firmę i machina ruszyła.

Sławomir Gubała
Sławomir Gubała

Fakt, że bardzo zależało nam na ślubie konkordatowym niestety nie ułatwiał sprawy. Poza papierami cywilnymi musieliśmy zadbać o specjalnie zezwolenia z polskiej kurii i nauki przedmałżeńskie, a wszystko musi być przecież załatwione w porozumieniu z włoską stroną kościoła, podczas gdy my stacjonowaliśmy w Anglii. Tutaj nieocenioną pomocą wykazały się nasze organizatorki, prowadząc nas za rękę krok po kroku. Więc! Pozostając przy takim samym budżecie zamieniliśmy wielką salę balową na toskańską agroturystykę, dziesiątki gości na intymne grono najbliższych, a jednodniową imprezę na 5 dniowy rodzinny wyjazd. Mieliśmy więc do przetransportowania 23 osoby i dziesiątki kilogramów bagaży. Przy wręczaniu zaproszeń postawiliśmy gości przed wyborem, każdy więc kto nie lubi latać może dojechać do Włoch w jednym z dwóch wynajętych przez nas na tą okazje busów. Busami miały dojechać także wszystkie ozdoby, większe bagaże gości i kwiaty.

Sławomir Gubała
Sławomir Gubała

Czas na nas! Do załatwienia suknia, garnitur, kwiaty, menu i dziesiątki innych drobiazgów. Pan młody nie należy do decyzyjnych więc w 100% poddał sie mojej wizji estetycznej. Jako dumna córka stolarza i miłośniczka natury nie miałam cienia wątpliwości – miało być rustykalnie. A więc zaczął się szał. Ebay, aliexpress, Allegro i wszelkie strony poświęcone dekoracjom ślubnym miałam w jednym palcu. Kartony z koronkami, firanami, lampkami i metry jutowych sznurków były wszędzie. I do tego momentu było łatwo i przyjemnie.

Sławomir Gubała

Sen z powiek spędzał mi temat sukni ślubnej. Jeżeli panna młoda nie chce wydawać tysięcy by być księżniczką to temat jest na prawdę trudny. Początkowo zdecydowałam się na uszycie sukni w polecanym przez wszystkich zakładzie krawieckim. Błąd! Twór który odebrałam kompletnie odbiegał od przedstawionego przeze mnie wzoru i tak chcąc oszczędzić ostatecznie straciłam i na miesiąc przez ceremonią nie wiedziałam w czym pójdę do ołtarza. W przypływach paniki zamówiłam przez internet kolejne 3 suknie z których nadal nie byłam zadowolona, a Michał zaczynał bać się o moje zdrowie psychiczne. W czym więc ostatecznie wypowiedziałam słowa przysięgi? W sukni z MANGO którą kupiłam jako ostatnią deskę nadzieii na 2tygodnie przed ceremonią za niecałe 300zł. Dalej było już z górki. Buty znalazłam w CCC i okazały się być identycznymi w jakich do ślubu szła moja Mama, a garnitur Michała wybraliśmy oczywiście w ciagu paru godzin bo który facet zniósłby więcej przymierzania.

Sławomir Gubała

Aby sen stał się rzeczywistością zostało nam do pokonania już tylko ok 1500km. I tak 2 busy 9osobowe, jeden samochód osobowy i wesoła gromadka w samolocie zmierzały w stronę słonecznej Italii. Ceremonia była zaplanowana na wtorek, więc w wybranej przez nas agroturystyce pojawiliśmy się już w poniedziałek. Zostaliśmy powitani przez niesamowicie serdeczny i pomocny team Agriturrismo La Torre, a widoki i cały obiekt przeszedł nasze wszelkie oczekiwania. Wieczór poprzedzający ślub był idealną okazają do zintegrowania się naszych rodzin i ostatecznych przygotowań, a także przedstawienia całego planu pobytu. Podczas gdy wszyscy biesiadowali przy grillu, ja wraz z moimi nieocenionymi w pomocy przyjaciółkami szykowałam winietki z korków do wina i ozdoby z gipsówki. Taki ostatni, mały panieński. 24.05.2016. Dzień chaosu. Pobudka o 9 rano, szybkie śniadanie i do dzieła. Fryzjerką była mi Teściowa, makijażystką Przyjaciółka, a stylistką Mama bo ostatecznie musiałam wybrać w której z tych 4 sukni pójdę do ołtarza. W międzyczasie moi ukochani przyjaciele przyozdabiali miejsce kolacji ślubnej, a wszystko w biegu i rozprzestrzeniającej się panice.

Sławomir Gubała
Sławomir Gubała

Od Bagni di Lucca czyli miejsca naszego noclegu do kościoła w Portovenere dzieliła nas nieco ponad godzina. Do samochodów wsiadamy oczywiście spóźnieni już na starcie i zaczyna się rajd. Michał szaleje z nerwów za kierownicą, ja staram się nie płakać i szukam awaryjnego woreczka, Teściowa modli się w głos, a szwagierka się śmieje. Jak w głupiej komedii. Dobiegam do kościoła jako pierwsza, Matko jak przepięknie! Zdyszana ale szczęśliwa szukam Pani Agnieszki z 5Events, która wszystko koordynowała i poznaję naszego fotografa. Tylko wianek na głowie potwierdza fakt, że to ja będę panną młodą bo chyba mało która pojawia się w bojówkach i trampkach pod kościołem. Wskazuję, że tamten biegnący brodaty facet w oddali to mój przyszły mąż. Wreszcie Szwagier dobiega z suknią i garniturem, a druhny wraz z Panią Agnieszką rozwieszają w kościele kwiaty. Ja w tym czasie wraz z księdzem idę przeżyć najważniejszą i najniezwyklejszą spowiedź w życiu. Czas zwalania. Stajemy na kamiennym tarasie kościoła, a uderzające piękno morza i fal jakby otwiera mi serce. Marzenie zaczęło się spełniać. Ceremonia była najwspanialszym momentem w naszym życiu. Pełna emocji, wzruszeń ale też śmiechu i przepełniającej nas radości. To co jeszcze niedawno wydawało się być błogą fantazją wreszcie stało się faktem. Poprzysięgliśmy sobie wieczną miłość przed gronem najbliższych i Bogiem, w pięknej, słonecznej Italii.

Sławomir Gubała
Sławomir Gubała

Po mszy goście udali się na krótki spacer po Portovenere, a my wraz z naszym fotografem Sławomirem Gubałą na szybką sesję w obrębie kościoła. Od samego początku było czuć między nami te same wibracje i podobną wizję całości więc mogliśmy być już pewni, że jesteśmy w najlepszych rękach. Umówiliśmy się na plener dwa dni póżniej i wygłodniali po tak niesamowitych przeżyciach pognaliśmy wraz z gośćmi na kolację weselną, na którą i tak byliśmy już tradycyjne spóźnieni. Na miejscu wszystko było już w pełnej gotowości. Stół poza winietkami przyozdabiały jedynie bukiety z gipsówki rozstawione na plastrach drzewa. W wyborze menu pomogli nam nasi włoscy znajomi i tak, zamiast schabowych i rosołu, na stół po kolei były podawane jedynie włoskie specjały przyżądzone na miejscu w La Torre.

Sławomir Gubała
Sławomir Gubała

Akompaniamentem do całości były specjalnie przygotowane wcześniej przeze mnie winyle odtwarzane na gramofonie rodziców. Do kolacji przygrywała nam tradycyjna włoska muzyka instrumentalna, natomiast w miarę rozkręcania się zabawy pod igłę wpadały albumy m.in. Elvisa, The Rolling Stones, Grease i Boney M. Pierwszy taniec wykręciliśmy wraz z obrotami pierwszej płyty którą dostałam od Michała czyli składanki z utworem „What the world needs now is love” śpiewanym przez Dionne Warwick. Kolejnego popołudnia po odespaniu weselnej nocy pojechaliśmy wraz z gośćmi zwiedzać pobliską Luccę i Pisę. Chcieliśmy wycisnąć z wyjazdu możliwie najwiecej wrażeń i ku naszej radości wszystko szło zgodnie z planem. Włoskie słońce z powodzeniem ładowało nasze wewnętrzne baterie i tylko te w aparatach ledwo dawały radę. Do wieczornej kolacji usiedliśmy bogatsi w nowe, piękne wspomnienia.

Sławomir Gubała
Sławomir Gubała

W czwartkowy poranek czekała na nas sesja plenerowa. Umówieni byliśmy na godzinę 6 rano w La Spezii jednak udało nam się dojechać dopiero ok godziny 8. Możemy tylko dziękować Bogu, że na naszej drodze stawia tak dobrych i wyrozumiałych ludzi. Sesję rozpoczęliśmy w Portovenere czyli tam gdzie braliśmy ślub. Mimo, że oboje do tej pory pozowalismy jedynie do samowyzwalacza podczas wakacji i kompletnie nie wiedzieliśmy jak się zachować, to przed obiektywem Sławomira Gubały czuliśmy się bardzo swobodnie. Czasem tak jest, że poznaje się człowieka z tą niezwykłą aurą która stwarza wrażenie jakbyśmy się znali od lat. Tak było z nami i Sławkiem. Wraz z upływającym czasem i rozmową okazało się, że podzielamy wspólne pasje i zainteresowania co dodatkowo uprzyjemniało nam współpracę, a czas uciekał jak szalony. Drugim etapem sesji była uwielbiana przez nas Manarola należąca do Parku Narodowego Cinque Terre. Widoki zapierające dech w piersiach, wspomnienie spędzonych tam 2lata wcześniej wakacji i fakt, że właśnie wróciliśmy do tego wspaniałego miejsca już jako małżeństwo dosłownie unosił nas nad ziemią. Było naturalnie i spontanicznie co wydaje mi się, doskonale widać na zdjęciach. Cała sesja była dla nas świetną zabawą i gdyby nie czekający na nas goście to chętnie spędzilibyśmy wspólnie ze Sławkiem o wiele więcej czasu.

Sławomir Gubała
Sławomir Gubała
Sławomir Gubała

Z okazji dnia Matki, który szczęśliwie wpisał się w nasz wyjazd, zaplanowaliśmy zwiedzanie Florencji. Jak na perłę Toskanii przystało, miasto Michała Anioła i innych wybitnych osobistości oczarowało wszystkich. Mieliśmy zaledwie jedno popołudnie więc zmuszeni byliśmy ograniczyć się jedynie do najważniejszych obiektów takich jak Duomo, Ponte Vecchio czy Piazza della Signoria. Zwieńczeniem dnia była zdumiewająca panorama Florencji widziana z placu Michała Anioła podczas zachodu słońca.

Sławomir Gubała
Sławomir Gubała
Sławomir Gubała

Nieubłaganie nadszedł piątek. Czas powrotu. Po odwiezieniu części gości na lotnisko nie mogliśmy się powstrzymać aby w drodze powtórnej do Polski nie odwiedzić Romea i Julii. Werona jest naszym ulubionym Włoskim miastem. Italia w pigułce. Piękno rynku ze zdumiewającym koloseum i uroczych wąskich uliczek potęguje unosząca się w atmosferze aura legendarnej miłości – idealne zakończenie naszej ślubnej przygody. Pożegnaliśmy Italię z błogim westchnieniem i rumieńcem spełnienia.

Sławomir Gubała
Sławomir Gubała
Sławomir Gubała
Sławomir Gubała
Sławomir Gubała
Sławomir Gubała
Sławomir Gubała
Sławomir Gubała
Sławomir Gubała
Sławomir Gubała
Sławomir Gubała
Sławomir Gubała

Minęło pięć zwariowanych dni. Każdy przepełniony emocjami i wyjątkowymi wrażeniami. Pięć dni czasu spędzonego z rodziną we Włoskim raju. Czasu dla nas jako wciąż utęsknionych emigrantów wyjątkowo cennego. Musimy szczerze przyznać, że organizacja wyjazdu na tak dużą liczbę osób wiąże się z poświęceniem dużej dozy nerwów i energii. Gdy wyjazd jest dodatkowo powiązany z własnym ślubem, który jest stresem sam w sobie, sprawa może wydawać się wręcz przerażająca. To wszystko jednak jedynie drobiazg w porównaniu z ogromem wspaniałych, wygenerowanych przez ten czas wspomnień, szczęścia uwiecznionego na zdjęciach i wdzięczności bliskich za przymuszenie ich do wzięcia udziału w naszym małym szaleństwie.

Oprawa fotograficzna: Sławomir Gubała |Organizacja: 5 Events |

Skontaktuj się z firmami ślubnymi powiązanymi z artykułem:

Podoba Ci się artykuł? Podziel się nim

Więcej informacji

Skomentuj artykuł

Stwórz za darmo, za pomocą dwóch kliknięć, najpiękniejszą stronę na swój ślub.

100% dostosowanie do Twoich potrzeb Zobacz więcej projektów >

Pracujesz w branży ślubnej?
Jeśli masz Firmę albo jesteś profesjonalistą w branży ślubnej, Zankyou oferuje Ci możliwość umieszczenia reklamy swoich usług na naszej stronie internetowej dla tysięcy Par Młodych organizujących swój ślub w 19 krajach. Więcej informacji