Pełen szaleństwa, wojskowy ślub Karoliny i Grzegorza

Dziś w ramach projektu “Wasze historie ślubne” chcemy pokazać Wam niezwykły ślub i wesele, uwiecznione przez fotografa Przemka Białka. Ten ślub zainteresował nas nie tylko ze względu na mundur Pana Młodego (a jak wiadomo, uwielbiamy śluby wojskowe!), ale także przez niebanalne atrakcje, które Młoda Para zaproponowała swoim gościom. Poprosiliśmy Karolinę i Grzegorza o krótką relację, otrzymaliśmy piękną historię, pełną pozytywnej energii, którą chcielibyśmy się z Wami podzielić. Zapraszamy do (pełnej inspiracji!)  lektury.

Karolina i Grzegorz Fot. Przemek Białek

W tej historii nie można pominąć zaręczyn.

Po prawie 9 latach bycia razem w związku, mój ukochany świadczył mi się na wyspie Rodos 02.09.2012r. Był to ostatni wieczór tygodniowych wakacji, podczas których nasi przyjaciele brali ślub na tej pięknej wyspie. Z tego co mi wiadomo miało być romantycznie (kolacja kwiaty miejsce z urokliwym pejzażem), no ale jak zwykle bywa życie płata nam figle w najmniej spodziewanym momencie. Grzesiek już w drugi dzień urlopu podczas przejażdżki po wyspie wraz ze znajomymi delikatnie mówiąc lekko się uszkodził. Zachciało nam się zwiedzania Rodos na skuterze w typowo wakacyjnych strojach (japonki, wiatr we włosach…). Już na pierwszym punkcie widokowym (cały wyłożony żwirem i ostrymi kamieniami ) niby nie wiadomo jak, Grzesiek niefortunnie przechylił skuter na siebie i lekko się poobcierał rozcinając przy tym dużego palca u stopy o któryś z ostrzejszych kamieni. Sporo krwi, szybka akcja ratunkowa, pogotowie, prywatna klinika, prześwietlenie, szycie i antybiotyki do końca wyjazdu. Zakaz wchodzenia do wody, zakaz spożywania alkoholu 🙂 Na drugi dzień wesele znajomych, przed nami 5 dni zabawy w basenie, wiele miejsc zaplanowanych do zobaczenia i zwiedzenia, a mój ukochany uziemiony w hotelu. Ból nie do zniesienia codzienne zmiany opatrunków w sąsiednim hotelu i niezbyt ciekawa perspektywa dalszej części urlopu.

W ostatni dzień narzeczony- niby w lepszej formie- zaproponował wieczorne zwiedzanie miasta Rodos. Nie spodziewając się” niczego” wędrowałam za moim wybrankiem najpierw to po starożytnych ruinach miasta ( tam widocznie Grzesiek nie upatrzył sobie miejsca na oświadczyny), później w poszukiwaniu fajnej knajpki z dobrym jedzeniem, jak to jednak często bywa- knajpki z dobrym jedzeniem są przepełnione ludźmi i niezbyt romantyczne. I w takiej właśnie zjedliśmy kolację (także ona również odpadła w konkursie na odpowiednie miejsce do oświadczyn). Grześka z upływem czasu coraz to bardziej bolała stopa, już praktycznie nie szedł, a kuśtykał z dziwnym grymasem na twarzy, jednakże jakiekolwiek prośby o powrót do domu kategorycznie nie wchodziły w grę. Na koniec wędrówki Grzesiek zaproponował, żebyśmy poszli jeszcze pooglądać port. Idąc promenadą Grzesiek co jakiś czas dziwnie się rozglądał, po czym skwitował, że dziwne jakieś to miasto bo nie ma żadnych dzieci z koszami sprzedającymi kwiaty. Ja- wciąż nie spodziewając się dalszego rozwoju akcji, odpowiedziałam, że nie zwróciłam na to uwagi ale chyba faktycznie nikogo takiego tutaj nie widziałam. I temat się urwał. W końcu doszliśmy do końca deptaka (miejsce wejścia do portu, jak się później okazało było to miejsce gdzie niegdyś stał jeden z 7 starożytnych cudów świata – “Kolos Rodyjski” strzegący wejścia do portu ) stała tam mała drewniana ławeczka, postanowiliśmy na chwilę przysiąść, po czym Grzesiek ukląkł na swoje poharatane kolanko wyciągnął z kieszeni pudełeczko z pierścionkiem i wypowiedział tych kilka magicznych słów.

Było niespodziewanie, magicznie, romantycznie a zarazem wesoło mimo iż nie było ani kwiatów ani szczegółowo zaplanowanych detali. Dla mnie było idealnie!

Przygotowania do ślubu zaczęły się praktycznie chwilę po powrocie z wakacji. Wcześniej rozmawialiśmy kilkakrotnie o tym, że jeżeli dojdzie do oświadczyn, to od razu zaczynamy planować ślub i wesele. Już we wrześniu wysyłaliśmy zapytania do różnych sal weselnych, a na początku października podpisaliśmy umowę z Hotelem “Polonez” w Rymaniu.

Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek

Wszystko od A do Z organizowaliśmy sami. Chcieliśmy mieć pełną kontrolę nad tym ile będzie osób , kto to będzie, gdzie się odbędzie wesele, czy będzie to zespół czy dj, jakiego kamerzystę i fotografa wybierzemy. Sama też szukałam wizażystki i fryzjerki, które to miały uczesać mnie i bliskie mi osoby w ten sądny dzień. Radziliśmy się oczywiście rodziców w sprawie gości weselnych oraz menu, ale były to raczej drobnostki nie wpływające na całokształt imprezy. Moje kochane “druhenki” jeździły ze mną w poszukiwaniu sukni ślubnej najpierw po Poznaniu a następnie po Szczecinie. Ostatecznie jednak wybrać sukienkę pojechałam z rodzicami i wtedy to znaleźliśmy tę jedyną.

Suknia ślubna z kolekcji Mori Lee. Fot. Przemek Białek

Chciałam sama zrobić wiązanki kwiatowe i stroiki na stół. Wraz z druhnymi i członkami najbliższej rodziny dekorowaliśmy koszyczki na kwiatki, własnoręcznie robiłam karton na koperty. Wraz ze świadkową kleiłyśmy zawieszki na wódkę oraz wycinałyśmy nożyczkami dla dzieci winietki, wszystko miało mieć motyw pawiego pióra (nie wierzę w przesądy!) w kolorach tzw. royal purple. Dekorowanie sali trwało do godziny 2 w nocy, w dzień przed ślubem!

Zamówiłam również suchy stempel z naszymi inicjałami, który dziewczyny odciskały na serwetkach. Panowie w tym czasie relaksowali się na grillu 🙂 Wydaje mi się. że właśnie ten przeddzień przygotowań był najprzyjemniejszą częścią całych przygotowań ślubnych – dzięki uprzejmości Pani Małgosi właścicielki Hotelu “Polonez” na sali country w Rymaniu przy piwku, w doborowym towarzystwie. Do najtrudniejszych rzeczy zaliczyłabym chyba zdanie się na kogoś w przypadku dekoracji kościoła. To również chciałam zrobić sama, ale z braku czasu musiałam odpuścić. Podobnie z wyborem tortu- w tym wypadku zaufałam doświadczeniu innych.

Inspiracje na ślub i wesele rodziły się w mojej głowie każdego dnia. Wiedzieliśmy od początku, że Grzesiek będzie w mundurze, a także, że chcielibyśmy mieć szpaler.

Szapler z róż i kordzików oficerskich. Fot. Przemek Białek

Moje przyjaciółki zaproponowały, że ubiorą się w jeden kolor, wtedy pozostała kwestia koloru i tak padło na ciemny fiolet. Ponieważ każda z dziewczyn ma inną figurę doszłyśmy do wniosku, że najlepiej jeżeli każda kupi sobie sukienkę w wybranym kolorze ale dopasowanym do jej oczekiwań kroju. Przeglądając różnego rodzaju strony internetowe o tematyce ślubnej i nie tylko głownie Pinterest, uznałam ,że bardzo podoba mi się motyw pawiego pióra, mąż się nie sprzeciwił więc tak pozostało. Na Pinterest spodobał mi się również motyw suchego stempla, czy kolorowych butów, które dzięki jednej z moich druhenek mogłam sprowadzić prosto z USA za stosunkowo małe pieniądze.

Fot. Przemek Białek
Fioletowe sukienki druhen. Fot. Przemek Białek

Dzień ślubu zdecydowanie minął za szybko! Rano rozstawianie winietek na stołach, fryzjerka, makijażystka, pierwsze ujęcia fotografa, w tym czasie wygłupy chłopaków przy basenie kręcąc materiał do klipu. Następnie ślub (chyba sama ceremonia była najdłuższą częścią całego dnia, ksiądz wygłosił wielowątkowe wyjątkowo długie kazanie:). Później obiad i to chyba był nasz ostatni posiłek tego dnia + tort, później cały czas tańczyliśmy i bawiliśmy się.

Fot. Przemek Białek

Ok. 23.00 był tort nad basenem i fajerwerki, a następnie oczepiny i dalej tańce i wygłupy do 5 nad ranem, gdzie mimo upływu godzin gości nie ubywało z parkietu. Zespół był genialny! Pierwszy taniec udekorowany był bańkami mydlanymi, ale to nie jedyne atrakcje tego wieczoru. Była też trąbka w czasie obiadu i buchające ognie- niezapomniane przeżycie!  W międzyczasie kręcony był lipdub: przy i w basenie! Spontaniczność gości  przerosła nasze oczekiwania. Impreza zakończyła się o 6 nad ranem, kiedy wraz z ostatnimi gośćmi poszliśmy spać.

To były 3, a dla niektórych nawet 4 dni zabawy- 100% spontaniczności i 100% radości. Czwartek – przygotowania, Piątek – Ślub i wesele, Sobota – poprawiny w sali country przy bilardzie i kręglach, do tego murowany grill na zewnątrz dla chętnych wygłupy w basenie, znalazł się nawet instruktor fitness który poprowadził aqua aerobik, wieczorem grill i znów zabawa do rana, Niedziela – basen i pizza dla najbardziej wytrwałych.  Niektórzy goście po weselu mówili ,że czują się jakby wrócili z wakacji.

Na koniec chcielibyśmy podziękować Rodzicom i wszystkim którzy razem z nami świętowali ten dzień, bez Was nie byłoby tak wspaniale. Hotelowi “Polonez” dziękujemy za udostępnienie całego ośrodka, wyrozumiałość i akceptację szalonych pomysłów naszych i gości. Zespołowi za świetna oprawę muzyczną i niezapomniane “Show”, Fotografowi za oddanie na zdjęciach klimatu zabawy oraz pozostałym usługodawcom bez których nie byłoby możliwe zorganizowanie i uwiecznienie tego wspaniałego wieczoru!

Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek
Fot. Przemek Białek

Ze strony redakcji Zankyou bardzo dziękujemy za tak inspirującą relację. Młodej Parze życzymy nieograniczonych pokładów szczęścia i miłości na wspólnej drodze życia! A na koniec, film ślubny, zrealizowany przez Studio filmowe Dziedzic Film, które zrealizowało także ślubny LipDub, dostępny w naszej galerii.

 

Suknia ślubna z kolekcji Mori Lee 37026 z dodatkowymi aplikacjami w pasie
Sala weselna – Hotel “Polonez” Rymań
Fotograf – Przemysław Białek – Fotografia przez duże F
Kamerzysta – Studio filmowe Dziedzic Film, Michał Dziedzic
Zespół – Tranzyt, Karlino
Makijaż – Ewelina Kałdus, Kołobrzeg
Fryzura – Karolina Strzechmińska, Rymań
Księga gości – Alma art, Allegro

Też chcesz opublikować swoją historię ślubną na Zankyou? Napisz do nas: info@zankyou.com

Skontaktuj się z firmami ślubnymi powiązanymi z artykułem:

Podoba Ci się artykuł? Podziel się nim

Więcej informacji

Komentarze (2)

natasza87
20/02/2014

Nie wiedziałam, że w Polsce dzieją się takie “amerykańskie” rzeczy. Super!!!!!!!!!!!1

Komentuj
katarzyn9
21/02/2014

Dawno się tak nie uśmiałam i prawie popłakałam! Chyba o bardziej tragi-komicznych zaręczynach nie słyszałam :)) Życzę im dużo szczęścia. piękna para i piękne zdjęcia.

Komentuj

Skomentuj artykuł

Stwórz za darmo, za pomocą dwóch kliknięć, najpiękniejszą stronę na swój ślub.

100% dostosowanie do Twoich potrzeb Zobacz więcej projektów >

Pracujesz w branży ślubnej?
Jeśli masz Firmę albo jesteś profesjonalistą w branży ślubnej, Zankyou oferuje Ci możliwość umieszczenia reklamy swoich usług na naszej stronie internetowej dla tysięcy Par Młodych organizujących swój ślub w 19 krajach. Więcej informacji