“Najlepsze wesele na jakim byliśmy!”, czyli ślub Lucyny i Tomka!

Dowiedz się więcej “”
Lucyna i Tomasz

 

Wszyscy nas straszyli, że będziemy się stresować, nic nie zjemy ani nie wypijemy na własnym weselu… A gdzie tam! Ja byłam zupełnie spokojna, a Tomek jak zawsze- zero stresu! Widoczny był za to stres naszych świadków, ale po kolei…

Nasz wielki dzień rozpoczął się zwyczajnie: śniadanie, kawa, herbata… Następnie wizyta u fryzjera i kosmetyczki, przy których towarzyszyła mi moja świadkowa. Do czasu ślubu nikt nam nie przeszkadzał, tym samym nie wywołując niepotrzebnego stresu. Czas mijał na popijaniu wody i wachlowaniu się, bo było nieznośnie parno i duszno.

 

My i nasi świadkowie. Fot. Łukasz Majer

 

Gdy wskazówka na zegarze zbliżała się do godziny 4, zwarta i gotowa czekałam na narzeczonego, który po przyjściu stwierdził, że przyszła żona ładnie wygląda, otrzymaliśmy błogosławieństwo i przepięknym autem pojechaliśmy do kościoła.

 

Fot. Łukasz Majer

 

Ślubu udzielał nam przesympatyczny i prześmieszny ksiądz. Przed mszą dodał nam otuchy, mówiąc, żeby się nie stresować, no bo przecież nie ma czym, a na kazaniu polecił, by na szczyt wchodzić zawsze  razem i z zawsze z  zabezpieczeniem.

Fot. Łukasz Majer

Podczas zakładania obrączek także udzielał rad: “weź obrączkę, tą mniejszą (do Tomka), pocałuj i powtarzaj: żono moja Lucyno, przyjmij tę obrączkę – oczywiście mojemu mężowi Tomaszowi śpieszno było z obrączką żeby mi ją założyć, to ksiądz go upomniał: “gdzie z tą obrączką, najpierw coś powiedzieć trzeba“.

Po przysiędze, nasi znajomi przepięknie zaśpiewali nam Ave Maria.

 

Fot. Łukasz Majer

 

Mimo, że goście wspominają naszą przysięgę tak: „Gdyby Tomek tylko się uśmiechnął, to ty byś wybuchła śmiechem”, „Tylko czekałem, kiedy nie wytrzymasz i parskniesz śmiechem”, to ja naprawdę się wzruszyłam, i bardziej niż przed śmiechem, powstrzymywałam się od płaczu ze szczęścia! Mszę zakończył marsz Mendelsona, a na nasze głowy spadło chyba 10 kg ryżu i złotych monet.

Mimo żartów niektórych gości – „a udźwignie?!”- Tomasz przeniósł mnie przez próg. Następnie szampan-wyjątkowo dobry kupiliśmy ;-). I długo wyczekiwany obiad- przepowiednie się nie sprawdziły, byliśmy bardzo głodni!

Tort weselny. Fot. Łukasz Majer

Po obiedzie nadszedł czas na wyćwiczony, pierwszy taniec. Pan Młody się później przyznał, że to był jedyny moment w ciągu dnia, przed którym się stresował. Nie rozumiem czego, bo cały czas patrzeliśmy sobie w oczy i wszystko pięknie się potoczyło!

Fot. Łukasz Majer

Impreza trwała do białego rana! Goście byli fantastyczni– każdemu takich życzę! Orkiestra, jak i obsługa domu weselnego- pełen profesjonalizm, a przecież wybraliśmy ich „w ciemno”, bez żadnego polecenia.

Fot. Łukasz Majer

Przerywnikiem w szalonej zabawie jak zawsze, były oczepiny. Naprawdę, umierałam ze śmiechu! Świadek i jeden ze znajomych dali, wraz ze swoimi partnerkami taki popis swoich umiejętności tanecznych (na lodzie i na rurze!), że nikogo nie pozostawili bez szerokiego uśmiechu na twarzy!

Fot. Łukasz Majer
Fot. Łukasz Majer
Fot. Łukasz Majer
Fot. Łukasz Majer
Fot. Łukasz Majer

 

Dom weselny: Restauracja Stara Kaszarnia, Człuchów

Orkiestra: zespół PRETEXT, Iława

Fotograf: Łukasz Majer, Czersk
Jeżeli Ty także chcesz zamieścić swoją historię ślubną na Zankyou, napisz do nas!

Podoba Ci się artykuł? Podziel się nim

Więcej informacji

Komentarze (2)

Edyta
02/12/2011

Zespół Zankyou życzy wszystkiego najlepszego Lucynie i Tomkowi! 🙂

Komentuj
madzia_kowal
09/02/2012

Bardzo ładny bukiet miała Panna Młoda.

Komentuj

Skomentuj artykuł

Stwórz za darmo, za pomocą dwóch kliknięć, najpiękniejszą stronę na swój ślub.

100% dostosowanie do Twoich potrzeb Zobacz więcej projektów >

Pracujesz w branży ślubnej?
Jeśli masz Firmę albo jesteś profesjonalistą w branży ślubnej, Zankyou oferuje Ci możliwość umieszczenia reklamy swoich usług na naszej stronie internetowej dla tysięcy Par Młodych organizujących swój ślub w 19 krajach. Więcej informacji